Gazeta Ubezpieczeniowa, 2003

Mimo wielu zmian, spowolnienia, kryzysów, wzlotów i upadków życie biznesowe toczy się dalej. Dla niektórych jednostkowe zdarzenia są podstawą do daleko idących wniosków. Dla innych jest to błąd w oglądzie sytuacji. Jeszcze 4-5 lat temu na rynku finansowym wszyscy debatowali o Polsce 2000 i realiach biznesowych nowego stulecia i tysiąclecia. Dziś już wiemy, że tak naprawdę to nowe i inne jest w gruncie rzeczy normalne.

Upadłe polisy życiowe

Kiedy dzisiejsi 40 i 50latkowie chadzali do szkół panowały stare socjalistyczne obyczaje. Czegoś takiego jak wartość pieniądza w czasie oczywiście nie było. Były za to ulubione zadania matematyczne, które budziły horror i mniej więcej brzmiały następująco "do napełnionego w 3 basenu o wymiarach 3m x 10m x 25m wlewa się woda z prędkością 20 litrów na minutę, równocześnie wypływa z niego 16 litrów na minutę. Oblicz ile czasu potrzeba do całkowitego zapełnienia basenu. Oblicz ile wody musi się wlać oraz ile wody z niego wypłynie". Nikt nie myślał wówczas o tym, że nastaną takie czasy kiedy trzeba będzie zarządzać własnymi finansami osobistymi. Nikt też nie zamierzał uczyć takich rzeczy jak wartość pieniądza w czasie, inflacja, dyskontowanie, stopa zwrotu, wartość bieżąca, cash flow. Dziś mówi się o tych zagadnieniach coraz częściej. Powstaje zatem pytanie - czy jak daleko jeszcze do momentu, w którym ta wiedza stanie się wiedzą obiegową i normalną?

Zbyt mała ilość informacji skutkuje brakiem działań

Kiedy nie było możliwości zarządzania własnym kapitałem cała sztuka sprowadzała się do mniej lub bardziej legalnego zakupu "zielonych". Jak zwykle owoc zakazany smakuje najbardziej - przywilej kupienia czegokolwiek w Pewexie - robił z każdego lepszego obywatela, a już zwłaszcza wtedy gdy było to za "prawdziwe pieniądze" czyli za dolary a nie parapieniądz socjalistyczny czyli bony. Czy ktoś pamięta jeszcze, że w opi9nii większości tzw. Zachód to był jeden duży Pewex, w którym płacono właśnie tymi prawdziwymi pieniędzmi ? Dziś już nawet ta nazwa wyszła z obiegu, ponieważ generalnie zginęła grupa z zawodowa cinkciarzy. Albo zalegalizowali swój interes tworząc kantory, albo zajęli się… bardziej intratnymi mafijnymi biznesami. Po drodze zdarzyło się kilka rewelacji finansowych - Bezpieczna Kasa i podobne inicjatywy. Do dziś pomysł ten jest zresztą modny. Rolnicy amerykańscy znają tzw. 7-letni cykl hodowli świń. Co 7 lat w myśl tej teorii albo mamy "świński dołek" i hodowla jest nieopłacalna, albo mamy koniunkturę - jest to dobry biznes. Mniej więcej co tyle lat samo wybuchają nowe afery finansowe, polegające z grubsza na lawinowym nabieraniu ludzi. Albo są to rewelacyjne gry w piramidy finansowe, albo nad wyraz atrakcyjna sprzedaż produktów, domów, samochodów etc. albo super tanie i atrakcyjne kredyty. Te finansowe fenomeny pojawiają się dość regularnie co kilka lat. W naszym kraju również. Po krachu giełdowym mieliśmy wstępną falę oburzenia na fundusze inwestycyjne. O wielu aferach z kredytami już jakby trochę ucichło - ale za to mamy na topie nowe tematy z polisami. Logika wskazuje, że na swoją kolejkę czekają banki obniżające stopę oprocentowania oszczędności. Kolejnymi będą towarzystwa wypłacające pierwsze polisy kapitałowe po kilku latach oraz fundusze emerytalne. Jak koło się zatoczy to podaż pieniądza albo zdrożeje albo stanieje, więc znowu będą afery z kredytami albo z instrumentami finansowymi służącymi do oszczędzania. Pojawił się natomiast nowy problem

zbyt duża ilość informacji skutkująca spowolnieniem działań i przedłużeniem decyzji.

Dzisiejszy świat jest inny niż kiedyś - informacje finansowe są nie tylko częścią poczytnych dzienników, pojawiła się także prasa stricte finansowa. Do menedżera estety i playboya kreującego swój wizerunek poprzez zdjęcia ładnych nagich kobiet dołączył nowy wymiar. Menedżer finansista - otwarty na rozmowy o pieniądzach, rozważania o pieniądzach, czytujący przykłady rozwiązań finansowych oraz porady gdzie łatwiej, lepiej skuteczniej, z większym zyskiem ... Brak informacji tym się różni od chaosu informacyjnego że niezadowolenie wywołują obydwie sytuacje, ale każde z innego powodu. Nadmiar informacji utrudnia podjęcie decyzji, spowalnia chociażby z tego powodu, że więcej trzeba przetrawić przemyśleć i przeanalizować, lub jak mawiają klienci - "przespać się z tematem" Tygodniki finansowe, strony finansowe w dziennikach a także Internet - kuszą i obiecują, że są najlepsze. Jeśli na podstawie dostępności informacji finansowych należałoby wnioskować o stanie wiedzy społeczeństwa - można by stwierdzić, że jesteśmy super fachowcami. Ta maniera - nie jest zresztą nam obca. 

W przeciwieństwie do ścisłej specjalizacji świata zachodu - u nas istnieje powszechna interdyscyplinarność

Każdy generalnie zna się na wszystkim. Dotyczy to zwłaszcza finansów i ubezpieczeń. Nie dotyczy oczywiście odpowiedzialności za działania. Ni stąd ni zowąd pojawił się milion fałszywych polis - to znaczy sprzedanych w niewłaściwy sposób i niezgodnie z oczekiwaniem klienta. Jak zwykle najłatwiej jest zwalać winę na agentów. Od czasów prawa rzymskiego znamy jednak zasadę nie karzmy miecza - lecz rękę która nim włada. Agent od samego początku nazywał się "ubezpieczeniowy". Nie ma agentów emerytalnych, inwestycyjnych etc. Są agenci ubezpieczeniowi i oczywiście złe polisy życiowe. Dziwnym trafem 

nie ma jednak takich osób, które skarżą się na wypłacone zbyt duże świadczenia.

Dla przykładu - jeśli gazety podają informację, że jedno TU w 2002 r wypłaciło prawie 45 mln złotych świadczeń - to ta informacja jest mało komentowana. Problemem jest natomiast milion złych polis. Uświadomić sobie możemy tylko jedno - życie i zdrowie nie jest wartością, którą można wycenić. Zadajmy sobie pytanie jeśli umrę lub zginę - to czy są jakieś pieniądze które zrównoważą to moim bliskim? Jeśli żona, ojciec, matka, przyjaciel, opiekun, wuj, mąż czy ktokolwiek bliski umiera - to jaka kwota może to zrównoważyć? Oczywiście żadna ! To samo dotyczy przecież zdrowia i inwalidztwa. Nie ma zatem takiej kwoty, która byłaby zbyt duża. Jestem głęboko przekonany że nikt z tych osób, które dostały w sumie 45 mln złotych nie zrzekł się, części pieniędzy na TU twierdząc że ubezpieczony płacił za dużą składkę i wolałby aby tylko tę składkę mu oddano.

45 000 000 przy średniej sumie ubezpieczenia 50 000 to 900 osób w jednym towarzystwie, które otrzymały świadczenia. Gdyby tak pokusić się o rozmowy z tymi osobami i opublikować trochę informacji co sądzą o agentach za to, że wcisnęli komuś polisę oraz o TU za to, że im wypłaciło pieniądze? Tych informacji brakuje mi w szybkich osądach sytuacji. Myślę natomiast, że wiele nieporozumień powstaje ponieważ zostało wywołanych przez twórców reformy i dziennikarzy. To oni przed wszystkim - oczywiście przy czynnym współudziale TU i agentów stworzyli społeczne przyzwolenie do pojmowania ubezpieczenia jako emerytury. Być może był to krok zły - ale może też potrzebny, bo wówczas nie było wielkiego przyzwolenia na ubezpieczenia życiowe. Trzeba było mówić o emeryturze, żeby teraz zacząć mówić o ubezpieczeniach. W końcu naród wybrany też 40 lat błąkał się zanim znalazł właściwe miejsce. Czym jest zatem kilka lat sprzedaży domniemanych emerytur wobec problemu ubezpieczeń? Skoro historia ubezpieczeń życiowych ciągnie się już przez trzecie stulecie to kilka lat zawirowań nie zniszczy niczego. Jeśli zatem wrócimy do starych metod - mówienia o ubezpieczeniu to może będzie to dobre rozwiązanie. A z pewnością pozwoli pt. Klientom - specjalistom od wszystkiego wrócić do praźródła wiedzy, decyzji i informacji. Jak wiemy na początku było słowo. W naszej branży nazywa się ono UBEZPIECZENIE... 

Andrzej Fesnak

góra


Poleć tę stronę serwisu: